Ach co to był za mecz. ( ͡° ͜ʖ ͡°) Na boisku działo się trochę, zresztą to widzieliście w TV, ale i na trybunach było całkiem ciekawie. O ile w meczu z Belgią spora grupa Polaków zdominowała pustawe trybuny w Reggio Emilia, o tyle podczas meczu z Włochami było znacznie weselej ze względu na licznie przybyłych kibiców gospodarzy. Włosi kochają futbol, ostatnio dorosła reprezentacja ich nie rozpieszcza, więc gdy do zmagań na ich ziemi przystępuje naprawdę obiecujące pokolenie młodych graczy nic dziwnego, że z natury wyluzowani i uśmiechnięci południowcy zaczynają odczuwać lekkie ciśnienie.

Drugi mecz Polacy rozegrali na znacznie większym obiekcie w Bolonii, mieszczącym prawie 40 tysięcy widzów. Według oficjalnych wyliczeń wczoraj na stadionie było ich prawie 30 tysięcy, więc zważywszy na kilka wyłączonych ze sprzedaży obszarów i wiele wolnych miejsc w sektorach rozdysponowanych zwyczajowo pomiędzy oficjeli i sponsorów, na trybunach zajętych przez kibiców było naprawdę gęsto. W większości zajętych przez Włochów, ale i tutaj nie zabrakło naszych kibiców – trochę rodaków na emigracji, trochę spędzających wakacje na południu, którzy zapragnęli przy okazji wesprzeć kadrę, ale również spore grono osób które przybyły na półwysep wyłącznie ze względu na rozgrywany turniej. Na oko, pi razy drzwi, według precyzyjnych obliczeń algorytmem polskiej policji, na trybunach było około 2-3 tysięcy Polaków.

I to przerosło trochę organizatorów, którzy na młodzieżowym turnieju spodziewali się co najwyżej zakłopotanych ojców młodych piłkarzy, pouczających po łacinie sędziego. Choć bilety na stadion można było kupić zasadniczo na dowolne miejsce, ktoś najwyraźniej uznał, że mieszanie licznych grup gospodarzy i gości będzie złym pomysłem, więc na gorąco wdrożono politykę skoszarowania przyjezdnych w jednym sektorze, bez względu na wykupione miejsca i w ramach polityki „sit anywhere”. Przy dużej frekwencji prowadziło to do łatwych do przewidzenia skutków – ludzie przybywający poźniej zastawali swoje miejsca zajęte albo wręcz otrzymywali informację od z trudem porozumiewających się po angielsku stewardów, że wykupione krzesełko znajduje się we wrogim sektorze i muszą sobie znaleźć inne. Denerwowali się Polacy, denerwowali się też Włosi, żywo przy tym gestykulując. ( ͡° ͜ʖ ͡°)

Tak czy inaczej, gospodarzom jakoś udało się sytuację wyprostować – zadali sobie dużo trudu, by pilnować drożnych ciągów komunikacyjnych (naturalnym efektem zajętego miejsca jest siadanie przez ludzi na schodach) i około 10 minuty meczu wszyscy skupili się już na boisku.

Przekrój polskich fanów był bardzo różnorodny – począwszy od naprutych Januszów, poprzez wypoczywające rodziny z dziećmi, skończywszy na partnerkach grających piłkarzy. (z całym szacunkiem, kto normalny ma w domu koszulkę Mateusza Wieteski? ( ͡° ͜ʖ ͡°) ) Doping najchętniej wszczynała, co nie może dziwić, ta pierwsza grupa i szło to nawet całkiem nieźle, choć przypuszczam że ze względu na licznie przybyłych gospodarzy w TV to było niesłyszalne. Prym wiódł naczelny Janusz przyodziany w narodowe barwy (biała gęba i czerwona koszulka, jednak z każdą minutą włoska pogoda i postępujące promile zbliżały go do flagi związku radzieckiego). Choć w momencie gdy zaintonował „A włosi tu, a włosi tam, a włosi chuuuuuujaaaaaa zrobią naaaaam!!!! na na na naaaa” ludzie prędzej wyjmowali telefony do nagrywania niż dołączali się do przyśpiewki. xD

Przez pierwsze pół godziny Włosi cisnęli, co akurat dobrze było widać z polskiego sektora. W momencie bramki dla Polaków, która nieco mnie zaskoczyła, wybuchła eksplozja radości. Choć oddzielono kibiców obu drużyn, to po pierwsze, nie udało się to w stu procentach, a po drugie Polaków od Włochów separowało zaledwie wąskie przejście. W momencie bramki obyło się bez ekscesów, ale przyznam że tak wrogie spojrzenie u południowców widziałem pierwszy i ostatni raz u znajomego Włocha, gdy oznajmiłem mu że będę kładł na pizzę ananasa. ( ͡° ͜ʖ ͡°) Tutaj efekt był spotęgowany, bo w jednym momencie patrzyło na nas kilkaset najbliżej siedzących par oczu.

Pierwszą połowę zakończyła, jak się później okazało nieuznana, bramka dla Włochów. Miałem poczucie, że gospodarze wystrzelili z krzesełek z jeszcze większą euforią niż Polacy. Emocje były silne, co odważniejsi wlecieli z impetem w polski sektor rozlewając wszędzie rozcieńczone piwo z plastikowych kubków. Zaraz potem okazało się bramki nie ma, naczelny Janusz skwitował to środkowymi palcami wyciągniętymi w stronę miejscowych, czego nie mógł pozostawić bez odpowiedzi naczelny Giuseppe. Panowie gwałtownie się do siebie zbliżyli ( ͡° ͜ʖ ͡°), ale na rękoczyny zabrakło odwagi albo wystarczyło rozumu. Organizatorzy tym razem udźwignęli temat – w ułamku sekundy pomiędzy panami było trzech stewardów, za kilka sekund pojawiła się kilkunastoosobowa grupa lokalnych służb porządkowych, co na pewno pomogło w uspokojeniu emocji, bo mniemam że po jednej i po drugiej stronie znalazłoby się jeszcze kilku chętnych do natychmiastowej renegocjacji granicy. Całe spięcie zakończyło spokojne wyprowadzenie naszego rodaka z trybun, kolega z Włoch pozostał na stanowisku, ale ze względu na brak bariery językowej przez pół przerwy brał udział w stanowczym szkoleniu, dlaczego powinien się uspokoić.

W drugiej połowie nastroje na trybunach oddawały nastroje na murawie – Włosi byli coraz bardziej bezradni, sfrustrowani, a koniec końców pogodzeni z losem. Mecz od strony piłkarskiej był raczej marnym widowiskiem, ale emocje związane z ograniem silnego gospodarza turnieju na pewno to wynagrodziły.

Dajcie plusika, to napiszę parę słów po meczu z Hiszpanią, na który również się wybieram. 🙂

#mecz #pilkanozna #euro @u21 #gruparatowaniapoziomu